Konie lubią dzieci
Dwulatek oczywiście nie potrafi jeszcze utrzymać się sam w siodle – mówi Agnieszka Leszczyńska, właścicielka ośrodka jeździeckiego Qń w Borach Tucholskich. - Potrzebna jest mu asekuracja osoby dorosłej. Już jednak pięciolatek, o ile ma ku temu predyspozycje fizyczne, czyli jest sprawny ruchowo oraz psychiczne, gdy jest wystarczająco zdecydowany, by prowadzić konia, może z powodzeniem zacząć uczyć się jeździć. Dziecko powinno mieć mniejsze siodło i dosiadać niższe wierzchowce. Obecnie większość stajni jest przygotowana na naukę najmłodszych i posiada kuce o spokojnym usposobieniu, które wykorzystywane są jednocześnie do hipoterapii.
Jak powinny wyglądać pierwsze lekcje maluszków opowiada Magda Uss, wieloletni instruktor jeździectwa. - Na początku dziecko powinno oswoić się z koniem. Pozwalamy mu przytulać go, głaskać po zadzie, szyi, grzywie. Dopiero potem uczymy je podstaw jazdy, czyli anglezowana, prawidłowej postawy, prowadzenia konia. Na początek lekcje trwają od 15 do 30 minut i kosztują od 30 złotych wzwyż. Gdy malec nabierze wprawy, można go wozić na lonży, uczyć kłusowania. To czas, gdy pozwalamy trzymać dziecku wodze. W pełni samodzielną jazdę dzieci mogą rozpoczynać w wieku około 8 lat, choć Agnieszka Leszczyńska pamięta rodzinę, w której siedmioletnia córka znakomicie dała sobie radę podczas rajdu po leśnych zastępach.
Dobra stajnia, czyli jaka?
Większość, jako pierwszą stajnię wybiera tę, która jest najbliżej. Magda Uss zachęca, by odwiedzić kilka stajni i zdecydować się na tę, w której jazdy prowadzą wykwalifikowani instruktorzy. To oni będą naszymi przewodnikami i nauczycielami. To od nich zależy nie tylko czy staniemy się dobrymi jeźdźcami, ale też jaki będzie nasz stosunek do konia i jeździectwa. Jest to istotne głównie ze względu na nasze dzieci, które przy dobrym instruktorze nauczą się miłości do zwierząt, odpowiedzialności, cierpliwości. To wielce wartościowa nauka, która zaprocentuje w przyszłości. Jeśli przy tym trafimy na prawdziwych miłośników jeździectwa, ludzi całym sercem oddanych pracy z koniem, możemy być pewni, że zaszczepią swoją pasję nam i naszym dzieciom. Szukając odpowiedniej stajni należy też zwrócić uwagę na konie - czy są dobrze traktowane, zadbane, chętne do pracy z człowiekiem i nie płoszą się. - Konie powinny też mieć zapewniony ruch poza pracą, swobodnie spędzać czas na pastwisku. Ruch dla tych zwierząt jest nieodzowny. Jeśli konie stoją cały dzień w boksie i wychodzą tylko do pracy, to możemy się spodziewać, że będą kojarzyły wyjście z boksu tylko z pracą nie wykazując tym samym chęci do współpracy albo znudzone bezruchem, będą chciały się trochę wyhasać, pobrykać. Trudno je wtedy będzie kontrolować – tłumaczy Magda Uss.
Wyposażenie małego jeźdźca
Ubiór oraz wyposażenie małego jeźdźca mają zapewnić mu bezpieczeństwo, wygodę oraz pomóc w nauce. Zacznijmy od zabezpieczenia głowy, najbardziej narażonej przy ewentualnych upadkach z konia. Początkowo, kiedy dziecko prowadzone jest przez instruktora lub na lonży, wystarczy, by miało dopasowany rozmiarowo toczek (cena około 60 zł). Kiedy jednak zacznie samodzielne jazdy, warto kupić mu kask (od 150 zł), który po pierwsze dużo lepiej amortyzuje skutki uderzenia, po drugie pewniej trzyma się na głowie, a po trzecie – dodaje jeźdźcowi elegancji. Ręce, które mają trzymać wodze, powinny być chronione rękawiczkami. W sklepach jeździeckich kupimy specjalne, z materiału lub skóry (od 15 zł), które nie pozwalają wyślizgiwać się wodzom z dłoni. Na górę zakładamy koszulę i ewentualnie kamizelkę, ale krótkie, by nie przeszkadzały w jeździe i odpowiednim dosiadzie. Spodnie – nie muszą to być od razu profesjonalne bryczesy (od 60 zł), jednak powinny być miękkie, dopasowane i bez grubych szwów, jakie mają np. dżinsy.
Z czasem naszemu małemu jeźdźcowi kupimy sztyblety (czyli specjalne buty jeździeckie , w cenie powyżej 100 zł) oraz sztylpy (ochraniacze na łydki, kosztujące około 80 zł). Na początku jednak wystarczą wygodne, sportowe buciki. Warto także malca od początku przyzwyczajać do nauki jazdy z palcatem. Już niedługo posłuży mu do zapewnienia sobie posłuchu u konia. I wcale nie poprzez bolesne uderzenia, a lekkie muskania, które przypomną wierzchowcowi, kto tu prowadzi.
Kontakt z naturą i kształtowanie charakteru
Agnieszka Leszczyńska całe swoje życie związała z jeździectwem, bo uwielbia kontakt z naturą i końmi. Praca z nimi też ją uspokaja, pozwala zapomnieć o problemach codzienności. Natomiast Magda Uss mówi, że dla niej jeździectwo to sposób na kształtowanie charakteru. - Jazda konna wymaga myślenia, pokory, samozaparcia. Uprawiając ją uczymy się regularnej pracy, stanowczości, konsekwencji, przełamywania własnych słabości i obaw. A najwspanialszy w jeździectwie jest kontakt ze zwierzęciem, które trzeba poznać, zastanowić się co czuje. Bo nie będziemy dobrymi jeźdźcami, jeśli nie spróbujemy zrozumieć wrażliwości i sposobu myślenia konia. Uczymy się go nie tylko poprzez naukę jazdy, ale także doglądanie – czyszczenie, siodłanie, karmienie. Równie cenne jest obserwowanie konia, jak się zachowuje w stadzie i w kontakcie z ludźmi. Kiedy poświęcimy temu trochę czasu, wówczas zaczniemy rozumieć swoisty język konia, pozwalający nam wejść na wyższy poziom porozumiewania się z nim. Gdy koń rozumie nasze intencje i wie, że mu nie zagrażamy, mało tego – ufa nam, czuje się w naszym towarzystwie bezpieczny, wówczas będzie z nami współpracował. Zacznie nas traktować jak członka stada, a może nawet przewodnika. Chwila, gdy koń zaczyna podążać za nami z własnej woli, jest przełomowa i dostarcza ogromnego wzruszenia. To są jednak kolejne etapy wtajemniczenia. By je osiągnąć trzeba uruchomić w sobie zasoby cierpliwości, a przede wszystkim empatii. I kochać konie. Dzieciom przychodzi to łatwiej, dlatego konie mają do nich szczególny stosunek - opiekuńczy.
Komentarze
Dodano: 25.06.2011 16:42, Autor: oliwka, Adres IP: 83.24.243.*
Dodano: 18.04.2011 20:23, Autor: Emilia, Adres IP: 178.181.33.*
« powrót





Dodano: 19.08.2011 17:07, Autor: Wilk, Adres IP: 80.48.216.*